Sterlin & Aaron
Insightful Innovations
Fri, 13 Sep 2013 00:00 UTC

Nikt nie chce cierpieć. W istocie, celem życia większości ludzi jest, według mnie, unikanie jakiegokolwiek cierpienia na wszystkie możliwe sposoby. Ból nie sprawia radości, bo to przecież… boli. Kiedy go odczuwamy, inwestujemy całą naszą energię w szukanie sposobów, by pozbyć się bólu.

Jeśli zbliżysz rękę do ognia, który Cię parzy, odruchowo ją odsuwasz.

Jest to lekcja druga, opisana w książce „Życie 101” (a może lubisz takie doznania? Jeśli tak, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyś zadawał sobie cierpienie w postaci poparzeń ciała). Niemniej jednak, w przypadku większości z nas, jeśli cierpimy, lub raczej „odczuwamy cierpienie”, możemy spróbować robić to „świadomie”.

W prawie wszystkich sytuacjach, w których cierpimy, uważamy, że nie powinniśmy tego doświadczać. „Nie powinienem chorować na raka”, „Nie powinnam przechodzić przez ból rozstania z partnerem”, „Nie powinienem był zostać zwolniony z pracy”, itp. Stawiamy opór takim wydarzeniom, a tym samym walczymy z realnością danej sytuacji. Ponad wszystko chcemy, aby nasze cierpienie się wreszcie skończyło.

Ból jest najczęściej rodzajem ostrzeżenia, że trzeba na coś zwrócić uwagę, choć czasami zadajemy ból innym, bo przywykliśmy do takiej formy zachowania, lub nie potrafimy inaczej reagować. Jednak to, co jest złe, nigdy nie jest tylko sytuacją samą w sobie, lecz naszym sposobem myślenia i oceny sytuacji, która zawsze pozostaje neutralna.

Możesz powiedzieć: „Sterlin, jeśli nabawię się jakiegoś potwornie dokuczliwego nieżytu żołądka, który daje objawy w postaci palącego bólu moich wnętrzności, to stwierdzenie, że „żołądek mnie boli” nie jest moją oceną sytuacji… żołądek naprawdę mnie boli!” Odpowiem Ci wówczas, że oboje wpadłyśmy na jakiś trop. Tak, (najwyraźniej) żołądek Cię boli, ale to Ty sprawiasz, że ten ból jest dużo bardziej dokuczliwy – dodając do niego negatywną historię.

Nie możemy poprzestać wyłącznie na stwierdzeniu „boli mnie żołądek”, gdyż jest to prawda względna. Natomiast fakt, że nie akceptujesz tego bólu z powodu złego samopoczucia, lub musisz zwolnić się z pracy, na co nie możesz sobie pozwolić, lub miałeś plany na weekend, które trzeba w tej sytuacji odwołać, lub cokolwiek innego… to tu właśnie zaczyna się ocena stanu rzeczy i kreowanie negatywnej historii. Często nie zatrzymujemy się na samych faktach, lecz w akcie sabotażu skierowanym przeciw sobie, dodajemy dodatkowe treści pogłębiające jeszcze bardziej nasze cierpienie.

Jeśli nie jesteśmy w stanie zaradzić zaistniałej sytuacji, w chwili kiedy ona się dzieje, mamy dwa wyjścia: możemy ją zaakceptować, lub przeciwstawić się jej. Akceptacja uwalnia nas od stawiania oporu, natomiast sprzeciw skutkuje jeszcze większym bólem.

W naszej sytuacji diagnoza brzmiąca „boli mnie żołądek” jest faktem, natomiast wszystko inne jest dorabianiem do tego faktu dodatkowej historii.

Drugą częścią świadomego cierpienia jest przyjrzenie się temu doświadczeniu pod kątem wyniesionej z niego nauki. Moglibyśmy argumentować, że poszukiwanie sensu cierpienia to kreowanie kolejnych historii, gdyż tak faktycznie jest. Jednak, czy nie byłoby lepszym wyjściem dorabianie pozytywnych i przyjemnych historii, zamiast tych negatywnych, czyli bolesnych?

Kiedy skupimy się na informacjach tematycznych dotyczących wydarzeń z naszego życia, zaczniemy analizować nasze doświadczenia na głębszym poziomie i pozostaniemy otwarci na możliwości tego jak interpretujemy samych siebie. Przecież faktycznie wszystko kręci się wokół nas, nie może być inaczej.

Gdy Twój partner nagle Cię zostawi bez wcześniejszego powiadomienia, lub wyraźnego powodu i w ten sposób zada Ci ból, do dotyczy właśnie i tylko Ciebie. Nie odbieraj tego jako reprymendy, która ma podważyć Twoją samoocenę. Staram się to wyrazić w sposób maksymalnie Cię wzmacniający, ale musisz zdać sobie sprawę, że wszystko wydarza się dla Ciebie, a nie Tobie, zwracając Ci w ten sposób władzę, a także odpowiedzialność. Nie oznacza to, że zawsze jesteśmy w stanie zmienić istniejące okoliczności danej sytuacji, ale możemy pracować nad jedynym czynnikiem, który da się zmienić, tj. nad zmianą… siebie samego.

Kiedy analizujemy głębsze i wszechobecne informacje związane z naszym cierpieniem, wówczas zaczynamy cierpieć świadomie. Oznacza to, że nadajemy znaczenie naszemu doświadczeniu. W moim życiu najbardziej bolesnymi doświadczeniami były te, w przypadku których nie byłem w stanie podać przyczyny, lub znaczenia cierpieniu.

Czasami zaplączemy się tak bardzo w przeżywanie cierpienia, że trudno nam się doszukać jego znaczenia, czy sensu i wówczas będziemy potrzebować kogoś, kto pomoże nam znaleźć szerszą perspektywę (duchową, psychologiczną, lub emocjonalną) dla treści, które doświadczanie bólu może nam sygnalizować. W takich sytuacjach inni ludzie pełnią rolę posłańców niosących cenne informacje. Najlepsi z nich pomagają nam odkryć istotę nas samych.

Jednym ze sposobów znalezienia sensu i znaczenia cierpienia jest postrzeganie naszego życia jako archetypowej bajki. Należy podejść do swojego życia w taki sposób, jakby się chciało przeczytać jego historię, lub oglądnąć jak film, tj. z punktu widzenia obserwatora, który identyfikuje i wyodrębnia kluczowe tematy życia (istnieje tylko garstka tematów centralnych dla człowieka, a są nimi: bolesna strata, przebaczanie, akceptacja, wzmocnienie poprzez branie odpowiedzialności za swoje decyzje oraz kontrola).

Wówczas można sobie uświadomić w jaki sposób scena z życia, która właśnie się rozgrywa odzwierciedla jeden, lub więcej z powyższych tematów. Jak obserwowana osoba (czyli Ty) dałeś/aś sobie radę z tym samym problemem w innych fragmentach opowieści o życiu oraz jak można nad nim pracować w danym momencie, zważywszy, że pojawił się ponownie, tak aby wyjść z tego bez szwanku i rozwinąć się emocjonalnie.

Kiedy zaczynamy postrzegać bolesne doświadczenia w ten sposób uzyskujemy następujące efekty:

1) przestajemy odbierać rzeczywistość w sposób podświadomy, identyfikujemy się z tym, co się dzieje i mamy możliwość wyhamowania, lub zatrzymania tej sytuacji (a to łagodzi dotkliwość cierpienia)

oraz

2) zaczynamy postrzegać nasz ból jako dar, a nie jako karę. Kiedy zdamy sobie sprawę, że ofiarowaliśmy to doświadczenie sami sobie, przestajemy winić wszystkich innych za odczuwane cierpienie (gdyż ono nas wzmacnia i czyni wolnym).

Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nawet jeśli ktoś popełni niecne przestępstwo, to my (i siła, którą w sobie wykształciliśmy) możemy je wykorzystać dla celów własnej ewolucji. Czyż nie jest to wspaniałe?

Świadome cierpienie jest aktem odwagi, które chroni nas przed życiem z poczuciem winy, lub buntu i przesuwa w kierunku dodającego nam mocy zrozumienia. Stwarza ono okazję do rozwoju i daje możliwość akceptacji stanu rzeczy poprzez jego zrozumienie. Przeżywanie, a następnie praca nad nasza karmą nie oznacza, że robimy to dobrze, lub źle, ale że rozumiemy to czego doświadczamy.

Nie oznacza to również, że już nigdy więcej nie będziemy doznawać cierpienia, gdyż prawdopodobnie ten sam temat pojawi się kiedyś ponownie, aby przetestować naukę wyniesioną z przeszłości w jego zrozumieniu. Jeśli nie nastąpi to w życiu doczesnym, to być może w innym, aby sprawdzić, czy zdamy taki test po mistrzowsku. Planeta Ziemia to jedna wielka szkoła, w której lekcje nigdy się nie kończą, zaś ludzie uwielbiają się uczyć.

Nasze doświadczenia bardzo rzadko (jeśli kiedykolwiek) przerastają to, co nasza duża jest w stanie znieść, choć nasza osobowość może ich nie znosić. Doświadczenia z przeszłości odzwierciedlają też poziom naszej świadomości w danym momencie, zaś subtelność ich odczuwania może się zmieniać w miarę naszego rozwoju i wewnętrznej ewolucji.

Gdy uświadomimy sobie głębsze znaczenie cierpienia (a nihiliści, którzy to czytają wiedzą przecież, że nawet nihilizm jest pewną formą nadawania znaczenia i wyrażania sensu) przestaniemy polemizować z naszym cierpieniem i zaczniemy dawać sobie z nim radę jako świadomi odbiorcy, a nie niewinne ofiary.

tłumaczenie: Hanna Baurowicz-Fujak dla strony Wiedzaochrania.pl